Nie ma alternatywy dla wydłużenia i zrównania wieku emerytalnego kobiet oraz mężczyzn – oświadczył premier Donald Tusk po spotkaniach z klubami SLD i Ruchu Palikota. W ocenie szefa rządu, jego rozmówcy chyba podzielają tę opinię.
Premier spotkał się w Sejmie z politykami Sojuszu; dwie godziny później – z klubem Ruchu Palikota. Na konferencji prasowej po rozmowach Tusk zaznaczył, że przekazał swoim rozmówcom, iż reformę emerytalną, mimo że nie jest słodka, trzeba zrobić.
- Nie mam żadnego interesu politycznego, chcemy to reformę emerytalną przeprowadzić ze świadomością, że to nie jest pomysł na łatwą politykę. Nie ubiegam się o kolejne kadencje i myślę, że poważnie potraktowano moje zapewnienie o zupełnej bezinteresowności. To jest coś, co – w moim przekonaniu – musimy zrobić, to nie jest słodkie, ale moi rozmówcy chyba podzielają opinię, że szczególnej alternatywy dla tego rozwiązania nie ma – mówił Tusk dziennikarzom w Sejmie.
Zwrócił uwagę, że w dokumentach Komisji Europejskiej pojawiają się rekomendacje mówiące o podniesieniu wieku emerytalnego do 72 lat. – Ci, którym wydaje się, że propozycja 67. rozłożona do 2040 roku, jest radykalna, mają rację o tyle, że jest to mocno odczuwalne w Polsce. Ale na tle tego, co jest naprawdę konieczne i w Polsce, i w Europie, to jest to projekt umiarkowany – ocenił szef rządu.
Jego zdaniem, propozycja rządu ws. emerytur jest radykalna w tym sensie, że rząd proponuje przeprowadzić ją od razu, biorąc na siebie ciężar tej decyzji.
- Tłumaczyłem to koleżankom i kolegom z PSL, ale przede wszystkim z SLD i Ruchu Palikota (…) Z punktu widzenia PO i z mojego punktu widzenia powinniśmy umieć podjąć to ryzyko, skoro wygraliśmy te wybory – podkreślił Tusk. Skutki reformy są wieloletnie, więc ewentualni następcy będą mieli szansę to korygować, w zależności od sytuacji – dodał
Tusk ocenił, że spotkania zarówno z klubem SLD, jak i Ruchem Palikota były bardzo dobre. – Bardzo otwarta rozmowa na temat podniesienia wieku emerytalnego, ale i innych propozycji, o których mówimy – podkreślił. Akceptacja dla takich działań, jak zmiany w systemie przywilejów w emeryturach mundurowych, jest dość powszechna i nikt tego nie kwestionuje. Prawdziwa dyskusja dotyczy wydłużenia i wyrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn do 67 roku życia - zauważył szef rządu.
Dodał, że politykom SLD tłumaczył m.in. dlaczego ich propozycja, by o przejściu na emeryturę decydował staż pracy jest dość niesprawiedliwa, szczególnie – jak mówił premier – wobec tych, którzy nie z własnej winy nie mogli przepracować 40 lat. Byłoby to karanie podwójne ludzi, którzy nie mieli szczęścia przepracować 40 lat i mieć 40 lat okresu składkowego – ocenił Tusk.
Według szefa Sojuszu Leszka Millera obie strony wymieniły się argumentami, ale – jak mówił – jeszcze daleka droga, do tego, by uznały własne racje.
Miller na konferencji prasowej powiedział, że Tusk przedstawił politykom Sojuszu znany punkt widzenia, który sprowadza się do tego, że system emerytalny powinien być oparty na jednym kryterium – wieku biologicznym. - My przedstawiliśmy nasz punkt widzenia, według którego system emerytalny powinien być oparty na dwóch kryteriach: raz na wieku biologicznym, raz na faktycznie przepracowanym okresie pracy, tzw. okresach składkowych – podkreślił szef Sojuszu.
Miller powiedział też, że z uznaniem wita inicjatywę Tuska, który chce się spotykać z klubami nie tylko koalicyjnymi, ale też opozycyjnymi. – Natomiast nikt nie powinien mieć złudzeń, że po takim jednym spotkaniu uczestnicy tych rozmów zmienią swoje poglądy, doznają jakiejś niezwykłej iluminacji i będą starały się przyjąć racje swojego partnera – zaznaczył.
W ocenie lidera Sojuszu Tusk nie jest zwolennikiem referendum emerytalnego. - Jeśli pan premier mówi, że nie jest za tym, żeby referendum miało miejsce, to ja wierzę premierowi, że tak właśnie jest. Pan premier nie jest zwolennikiem referendum, zarówno tego, organizowanego przez Solidarność, jak i przez nas – powiedział Miller.


